niedziela, 30 września 2012

Wyprawa do lasu

Witam,
całkiem niedawno pisałem o wyprawie do lasu. W sobotę wybraliśmy się na grzybki ponownie. Mamy takie szczęście, że Zielona Góra jest w zasadzie otoczona lasami więc po paru kilometrach jazdy samochodem znaleźliśmy miejsce, gdzie można zaparkować i udaliśmy się kontynuować tradycję znaną jeszcze w paleolicie, czyli zaczęliśmy chodzić po lesie w poszukiwaniu żywności:) Dobra to tyle tytułem wstępu. A teraz zdjęcia.


Na sam początek zdjęcie żuka (Geotrupes vernalis) albo innego chrząszcza z nim spokrewnionego.


Dalej jakiś grzyb z rodzaju prchawek (Lycoperdon). Jak byłem małym chłopcem to uwielbiałem deptać purchawki i patrzeć jak się dymi. Chyba za bardzo im to nie szkodziło, ale teraz już tego nie robię.


W tle autor bloga, który się wygłupia



trochę krajobrazów polskich...


... a to zdjęcie nazwałem "Sosna bez dzięcioła", tzn. dzięcioł tam był ale nie mogłem go niestety sfotografować.



tu zdjęcie bez większej historii po prostu kwiatki w lesie, ale ładne



tych grzybków radzę wam nie zbierać, niech zostaną w lesie


A tu mamy podgrzybka brunatnego, który według nowszej klasyfikacji jest określany jako borowik kasztanowy (Boletus badius), no niezłego galimatiasu narobili nam naukowcy, ale jak dla mnie to najbardziej pospolity, co nie znaczy, że nie pożądany, z grzybów jadalnych w Polsce. Zawsze zresztą rozczulają mnie takie "bliźniaki".


Z tym grzybem to miałem spory kłopot. Od dawien dawna go znałem i zbierałem ale znalezienie jego naukowej nazwy zajęło mi trochę czasu. Okazało się, że grzyb, którego w domu rodzinnym nazywaliśmy podciochem (niektórzy z moich znajomych zwali je też "żółtkami") nosi fachową nazwę maślak pstry(Suillus variegatus). Ja nie wchodząc już w szczegółowe dysputy nazewnicze postanowiłem zrobić z tych grzybków marynatę. Podciochy doskonale się do tego nadają. W dawnych czasach grzyby te zbierało się bardzo rzadko z przeznaczeniem tylko na marynatę, najczęściej gdy nie było innych grzybów. Dziś grzyb ten jest przeze mnie coraz rzadziej spotykany, ale akurat w tym miejscu było go całkiem sporo.



No i na sam koniec król grzybów jadalnych czyli borowik szlachetny (Boletus edulis). Te dwa okazy znalazła Madzia, a ja stary grzybiarz nie znalazłem ani jednego prawdziwka, szkoda.

PS. Kochani, prowadzenie tego i innych blogów jest dla mnie dużą przyjemnością. Ale muszę na jakiś czas z zajęcia tego zrezygnować. Myślę, że na wiosnę "Zakładam park" ruszy na nowo z nowym, rozmachem. Na razie nie będę publikował nowych postów. Za wszystkie komentarze wystawione do tej pory serdecznie dziękuję.

4 komentarze:

  1. Ja też chodziłam dzisiaj po lesie, ale grzybów nie było:(. Będzie mi brakowało Twojego parku, ale jak musisz mieć przerwę, to do zobaczenia wiosną. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Arek, it's nice to go to the forest and pick the mushrooms up! I love to do this too and to eat the mushrooms.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Arek, your blog was nominated to Sunshine Award, congratulation!
      See it below my last post http://northern-garden.blogspot.com/2012/10/autumn-colors-in-garden.html
      and copy to your blog.

      Usuń
  3. DZIĘKUJĘ ZA "CUDOWNY SPACER PO LESIE" ... BRAKOWAŁO MI TEGO !!! Pozdrawiam i do usłyszenia na wiosnę ...

    OdpowiedzUsuń