niedziela, 7 października 2012

Nominacja od Nadieżdzy

Witam,
moja znajoma z blogosfery (Nadieżda prowadząca blog Nadezda's Norhern garden) nominowała mnie do nagrody Sunshine Award.Wilekie dzięki Nadieżda!

Yesterday I was nominated to Sunshine Award by Satu

Now I want to nominate blogs:

...

4. Arek Cin, blog I assume the Park http://zakladampark.blogspot.com/

...

Congratulation!

Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystkie komentarze. Tak jak mówiłem na dobre wrócę na wiosnę 2013, ale być może znajdę czas aby napisać choć jeden porządny wpis na miesiąc. Blogowanie uzależnia:)

Pozdrawiam

niedziela, 30 września 2012

Wyprawa do lasu

Witam,
całkiem niedawno pisałem o wyprawie do lasu. W sobotę wybraliśmy się na grzybki ponownie. Mamy takie szczęście, że Zielona Góra jest w zasadzie otoczona lasami więc po paru kilometrach jazdy samochodem znaleźliśmy miejsce, gdzie można zaparkować i udaliśmy się kontynuować tradycję znaną jeszcze w paleolicie, czyli zaczęliśmy chodzić po lesie w poszukiwaniu żywności:) Dobra to tyle tytułem wstępu. A teraz zdjęcia.


Na sam początek zdjęcie żuka (Geotrupes vernalis) albo innego chrząszcza z nim spokrewnionego.


Dalej jakiś grzyb z rodzaju prchawek (Lycoperdon). Jak byłem małym chłopcem to uwielbiałem deptać purchawki i patrzeć jak się dymi. Chyba za bardzo im to nie szkodziło, ale teraz już tego nie robię.


W tle autor bloga, który się wygłupia



trochę krajobrazów polskich...


... a to zdjęcie nazwałem "Sosna bez dzięcioła", tzn. dzięcioł tam był ale nie mogłem go niestety sfotografować.



tu zdjęcie bez większej historii po prostu kwiatki w lesie, ale ładne



tych grzybków radzę wam nie zbierać, niech zostaną w lesie


A tu mamy podgrzybka brunatnego, który według nowszej klasyfikacji jest określany jako borowik kasztanowy (Boletus badius), no niezłego galimatiasu narobili nam naukowcy, ale jak dla mnie to najbardziej pospolity, co nie znaczy, że nie pożądany, z grzybów jadalnych w Polsce. Zawsze zresztą rozczulają mnie takie "bliźniaki".


Z tym grzybem to miałem spory kłopot. Od dawien dawna go znałem i zbierałem ale znalezienie jego naukowej nazwy zajęło mi trochę czasu. Okazało się, że grzyb, którego w domu rodzinnym nazywaliśmy podciochem (niektórzy z moich znajomych zwali je też "żółtkami") nosi fachową nazwę maślak pstry(Suillus variegatus). Ja nie wchodząc już w szczegółowe dysputy nazewnicze postanowiłem zrobić z tych grzybków marynatę. Podciochy doskonale się do tego nadają. W dawnych czasach grzyby te zbierało się bardzo rzadko z przeznaczeniem tylko na marynatę, najczęściej gdy nie było innych grzybów. Dziś grzyb ten jest przeze mnie coraz rzadziej spotykany, ale akurat w tym miejscu było go całkiem sporo.



No i na sam koniec król grzybów jadalnych czyli borowik szlachetny (Boletus edulis). Te dwa okazy znalazła Madzia, a ja stary grzybiarz nie znalazłem ani jednego prawdziwka, szkoda.

PS. Kochani, prowadzenie tego i innych blogów jest dla mnie dużą przyjemnością. Ale muszę na jakiś czas z zajęcia tego zrezygnować. Myślę, że na wiosnę "Zakładam park" ruszy na nowo z nowym, rozmachem. Na razie nie będę publikował nowych postów. Za wszystkie komentarze wystawione do tej pory serdecznie dziękuję.

sobota, 22 września 2012

Jesienne migawki

Witam,
wczoraj odwiedziliśmy moich rodziców, co stało się kolejną okazją do zrobienia kilku zdjęć.




Na sam początek proponuję wam spotkanie z pigwowcem japońskim (Chaenomeles japonica), niby nic nowego, ale chyba nie o to chodzi, by cały czas gonić za nowościami. Pigwowiec zachwyca wiosna i jesienią. Jest niewymagający i łatwo rozmnaża się go przez odkłady i odrosty boczne.


Na starym poniemieckim domu wije się winobluszcz-samosiejka.


Na zdjęciu u góry winorośl odmiany 'Medina'.


Bergenia także dobrze czuje się na lubuskim piaseczku i nie zgłasza żadnych sprzeciwów.



Berberysy także prezentują się pięknie u progu jesieni.




Coraz większą popularność uzyskują, przynajmniej według moich obserwacji, tzw. marcinki. Do niedawna myślałem, że kwiaty te należą do chryzantem ale po sprawdzeniu okazało się, że są to astry. Google uchroniło mnie przed kompromitacją. Ale abstrahując już od kwestii botanicznych, kwiaty te stanowią prawdziwą ozdobę naszych ogrodów jesienią i są uwielbiane przez trzmiele i motyle.

Pozdrawiam

PS. Jeżeli ktoś śledzi mojego bloga to czasami widzi pieska budryska. Założyłem dla niego osobną stronkę/blog.

sobota, 15 września 2012

Grzybobranie czas zacząć!

Witam,
dziś za namową Magdy wybraliśmy się do lasu. Tu uwaga techniczna, zaznaczyłem lokalizację tego miejsca, jest widoczne w stopce. Na samym początku grzybobrania natknęliśmy się na przepiękne wrzosowisko.




Jak widać na zdjęciu na wrzosowisku też można znaleźć grzyby. Tu ukryły się dwa stareńkie maślaki, które z racji wieku pozostawiłem na miejscu.


Podczas grzybobrania natrafiliśmy na wiele gatunków niejadalnych bądź zupełnie mi nieznanych, których zdjęcia, ze względu na ich urodę postanowiłem zamieścić na tym blogu.







Na samym końcu idą huby w lesie brzozowym. Jeśli las brzozowy to trzeba koniecznie poszukać kozaków, czy bardziej naukowo mówiąc koźlarzy. No nie trzeba było długo czekać i coś tam się znalazło


obok rósł drugi, nieco bardziej "przyzwoity"


Najliczniejsze były oczywiście podgrzybki



Prawdziwków nie znaleźliśmy, chociaż podobno już się pokazały, kurki natomiast powoli się kończą. Pewną ciekawostką może być grzyb, który potocznie jest zwany "kozią brodą". Jego naukowa nazwa "szmaciak gałęzisty" nie oddaje jego urody. Podobno grzyb jest jadalny a niektórzy go zbierają, mimo że gatunek jest pod ochroną (niektórzy są niereformowalni). Ja tam ze względu na rodzinną tradycję i ochronę tego gatunku zbierać koziej brody nie zamierzam, ale nie omieszkałem zrobić zdjęć tego okazu.





I na sam koniec coś z innej beczki. Porosty na pniu wyciętego drzewa


... i coś ze świata zwierząt, pająk albinos wędrujący po mojej koszulce. Oczywiście go nie zabijałem, tylko wypuściłem na wolność.


Pozdrawiam

niedziela, 9 września 2012

Winobranie w Zielonej Górze i 2 jubileusze

Witam,


W Zielonej Górze obchodzone są właśnie dni miasta zwyczajowo zwane winobraniem. Do miasta zjeżdżają się handlarze znad morza, dla których jest koniec sezonu oraz turyści chcący spróbować miejscowego wina. Jednak póki co możliwość kupna zielonogórskiego wina jest mocno ograniczona. Najlepiej dzwonić od razu do winiarzy i umówić się na degustację. W okolicach miasta jest kilka ciekawych winnic, które wokół własnego wina budują atrakcyjne produkty turystyczne (Uf co za wyrażenie "produkt turystyczny" fe). No dobra, postanowiliśmy więc pójść do miasta, zażyć trochę atmosfery. Wykonaliśmy przy okazji kilka zdjęć.


Na zdjęciu fasada Lubuskiej Wytwórni Win, która upadała w 1999. W miejscu tym wina, w tym doskonałe wina musujące produkowano już od 1826 r. Pocieszające jest to, że uprawa winorośli i winiarstwo się odradza.


Tutaj chyba nie muszę nic dodawać, po prostu winobluszcz (tak nawiasem także gatunek inwazyjny).


Akacja na miejskim skwerze


Pomnik winiarki autorstwa Haliny Kozłowskiej-Bodek


O winiarskiej przeszłości miasta świadczy winorośl wspinająca się na budynek ratusza.


Pomnik św. Jana Nepomucena przed zielonogórską konkatedrą. Wracając ze mszy zrobiliśmy kolejne zdjęcia.


A to dla mnie zagadka, gdzieś widziałem to drzewo ale nie wiem jak się nazywa. Te długie owoce strasznie dziwne.


Na ścianie jednej z kamienic pnie się bluszcz, którego konary można prędzej przypisać krzewowi niż pnączom.

W tytule napisałem, że obchodzę dwa jubileusze. Jeden z nich to 1 rocznica mojego blogowania. Miło mi, że w tym czasie "Zakładam park" odwiedziło ponad 8 tysięcy osób. Drugi z jubileuszy to moje urodziny, które obchodziłem wczoraj. Z okazji urodzin zrobiłem sobie wczoraj labę i uczyłem się obsługi cmsa (drupal 7.15), zamierzam bowiem założyć portal internetowy z forum i blogami (zupełnie nie związany z ogrodnictwem). Może kiedyś (jak pomysł wypali) napiszę o tym więcej. Na razie wykupiłem domeną i hosting i próbuję zrobić z tym coś sensownego.
No ale do rzeczy. Na deser dla was moi kochani czytelnicy kilka zdjęć z mojego balkonu.


Begonie to moja ulubiona roślina balkonowa, zawsze się sprawdzają. Kwitną niezawodnie i długo.


Chlubą mojego balkonu jest bukszpan.



Z tą szałwią miałem sporo problemów. Wysiałem ją dużo za późno, bowiem w czerwcu i zastanawiałem się czy w ogóle zakwitnie. Kwitnie, może nie jest to najbardziej efektowna roślina pod słońcem, ale kochana przez to, że przez dwa miesiące codziennie oglądałem "co tam u niej?".


Na zakończenie kompozycja skalna, czyli po prostu skalniaczek, który uprawiałem jakieś dwa lata temu w moim poprzednim miejscu zamieszkania.


Byłbym zapomniał o kolejnym moim osiągnięciu. Miętka na zdjęciu jest na tym balkonie jakby przez przypadek. Od rodziców z ogródka wziąłem kilka gałązek mięty, no i żeby nie uschły włożyłem je do wody. Po kilku dniach stwierdziłem: "muszę to wyrzucić", ku mojemu zdumieniu zobaczyłem małe korzonki. Magda posadziła tę miętę. Na początku wątpiłem, że to się uda, a tu proszę udało się bardzo ładnie. Z miętki tej regularnie odrywam gałązki i wykorzystuję je do robienia wody cytrynowo-miętowej co roślince chyba odpowiada

Pozdrawiam